piątek, 22 stycznia 2021

Jesteś jedyną, którą kocham [15]

Po tym rozdziale niektórym może się wydawać, że reakcja Angeliny jest grubo przesadzona, że tak nie zachowują się normalne osoby. Ale zapewniam, że te osoby się mylą. Taka reakcja głównej bohaterki jest całkowicie normalna. Ja sama mogłabym zachować się podobnie, gdyby ktoś powiedział mi, że moje zwierzę nie czułoby się dobrze mieszkając ze mną. Ci, którzy mają zwierzątko, dla którego gotowi są zrobić wszystko, na pewno to zrozumieją.

      Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami i Angelina była już tak wykończona, że nie miała pojęcia, czego się uczyć, co już opanowała, a co powinna jeszcze powtórzyć, bo nie do końca rozumiała. Jedyny plus, jaki znalazła był taki, że oddała już wszystkie prace zaliczeniowe, nadrobiła materiał na dodatkowych zajęciach i miała teraz każdy weekend wolny. Nie mogła jednak przeznaczyć tych dwóch dni w tygodniu na odpoczynek albo spotkania ze znajomymi, gdyż za trzy tygodnie miał odbyć się jej pierwszy egzamin, który musi zdać na najwyższą ocenę, bo tak sobie postanowiła. Nie mogła dostać niższej oceny, bo wtedy zawiodłaby nie tylko siebie, ale i rodziców, którzy pokładali w niej największe nadzieje. Nawet nie nalegali na weekendowe spotkania z nią, ponieważ zdawali sobie sprawę, że nie powinni przeszkadzać córce w nauce.
      Inną pozytywną rzeczą, jaką udało jej się znaleźć było to, że zawarła kilka nowych znajomości z osobami, które robiły z nią projekty. Z Erikiem spędzała chyba najwięcej czasu zarówno na uczelni, jak i poza nią, gdyż on również miał bardzo ambitne plany co do swoich ocen na koniec roku. Umawiali się więc na soboty, na wspólne uczenie się w bibliotece uczelni, a w niedziele chodzili razem na kawę, by w kawiarni rozmawiać i uczyć się z czegoś innego.
     Oprócz Erica Angelina poznała również Megan oraz Lily, ale one już miały partnerów do nauki, więc z nimi rozmawiała na wszystkie tematy, oprócz egzaminów, co było wielką ulgą dla nich wszystkich. Megan i Lily już zapowiadały, że po zdanych egzaminach muszą wybrać się razem na imprezę i upić się do nieprzytomności, by ocknąć się dopiero w kolejnym semestrze. Angelinie to bardzo odpowiadało, ponieważ już nie pamiętała, kiedy ostatnio mogła odpocząć i wyluzować się tak, by zapomnieć o nauce.
      Na razie jednak musiała zapomnieć o planowanej imprezie i skupić się na zbliżających się egzaminach. Był sobotni poranek i musiała spakować do torby potrzebne książki do nauki z Ericiem. Właśnie wstawiała brudny kubek po kawie do zmywarki, kiedy rozległ się dźwięk dzwonka. Na ekranie ujrzała imię Erica.
      - Zaraz zbieram się i będę ruszała do biblioteki - oznajmiła odbierając połączenie.
      - Wiesz, dzisiaj nie dam rady - usłyszała ponury głos. - Moja mama jest w szpitalu.
      - Tak mi przykro! Wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś?
      - Wszystko dobrze, dziękuję. Złamała nogę i muszę ją odebrać ze szpitala, muszę zrobić jej zakupy, załatwić opiekę na tych kilka tygodni, kiedy nie będzie mogła się poruszać... Ogólnie wszystko do dupy. Ale dziękuję ci za pomoc.
      - Gdybyś czegoś potrzebował to koniecznie daj znać!
      Eric po raz kolejny podziękował Angelinie i słychać było, że nastrój mu się poprawił, gdy Russo zaproponowała mu pomoc. Rozłączyli się i Angelina nie wiedziała, co powinna zrobić.
      Odpuścić sobie naukę w ten weekend, zrobić sobie wolne, by odpocząć i wyjść na spacer, spotkać się z rodzicami, z Noah lub Robertem, których nie widziała od wieków? Czy może spędzić ten czas na nauce w domu? A może wybrać się na jakąś wycieczkę, na którą miała taką ochotę od dawna?
      Postanowiła się nad tym zastanowić i usiadła na kanapie, kiedy usłyszała, że znwou dzwoni jej komórka.
     - Jednak nie możesz żyć bez nauki i postanowiłeś zostawić wszystko, by się ze mną pouczyć? - zapytała, mając pewność, że to znowu Eric.
     - Chyba nie wiem, o czym mówisz - powiedział Tom, zaskoczony. Angelina niemal wypuściła z rąk telefon, słysząc głos Brytyjczyka. Momentalnie zrobiło jej się gorąco, kiedy oczami wyobraźni ujrzała te brązowe tęczówki.
     - Och, przepraszam! - powiedziała pospiesznie. - Myślałam, że to kolega z uczelni. Mieliśmy się razem uczyć, ale coś mu wypadło.
     - Naprawdę bardzo przykładasz się do tych studiów. Bardzo się cieszę, że sprawia ci to przyjemność, mimo zmęczenia - powiedział. - W takim razie masz teraz chwilę wolnego?
     - Tak, pewnie.
     - To super, bo mam świetną wiadomość. Jutro wracamy do Nowego Jorku!
     - Świetnie! - powiedziała po chwili ciszy, ale nico mniej entuzjastycznie. Cieszyła się, że Tom wraca już z Europy, ale nie była pewna, czy jest gotowa na to, by zmierzyć się z uczuciami do niego, których nie potrafiła określić. - To naprawdę super! - dodała, by podkreślić, że naprawdę cieszy się z powrotu przyjaciela.
     - Może wreszcie się spotkamy? Jestem bardzo ciekaw, czego uczą cię na tych studiach. Ja natomiast koniecznie muszę opowiedzieć ci, co będzie dalej w filmie, to na pewno cię zaskoczy!
     - Już nie mogę się doczekać!
     - Muszę ci też koniecznie przedstawić mojego najbliższego przyjaciela, Harrisona. To naprawdę świetny gość, na pewno go polubisz. - Tom był w tak pozytywny nastroju, że jej również się to udzieliło. Zapomniała o swoich wątpliwościach i razem z przyjacielem cieszyła się ze zbliżającego się spotkania, choć jeszcze nie ustalili konkretnej daty. - Harrison zawsze towarzyszył mi na planie jako wsparcie, ale nie było go przez dłuższy czas, bo miał pewne problemy w rodzinie, ale w Nowym Jorku znowu będzie razem ze mną i zawsze gdzieś będziemy mogli wyskoczyć razem. Co ty na to?
     - To super pomysł, naprawdę. Ale pewnie teraz będziecie mieli mnóstwo pracy?
     - Tak. Dają nam dwa dni wolnego na dojście do siebie po zmianie strefy czasowej, ekipa musi też przygotować plan, ale w przyszłym tygodniu znowu wracamy do pracy. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę cały film.
     Tom zawsze ogromnie cieszył się z tego, że może wcielać się w rolę swojego ulubionego bohatera komiksowego z dzieciństwa i nic nigdy nie potrafiło zepsuć mu humoru, kiedy pracował nad jakimś nowym filmem o Spider-Manie. Tak było i tym razem, a Angelina nie potrafiła się nie cieszyć jego szczęściem. Doceniała również to, że Tom chciał przedstawić jej swojego najbliższego i najlepszego przyjaciela, jednak poczuła też coś na kształt zazdrości. Bo przecież ona też była jego przyjaciółką.
     Ale nie znasz go od dzieciństwa!, zganiła siebie w myślach i natychmiast postarała się odepchnąć tę nieprzyjemną myśl gdzieś w kąt umysłu.
      - To kiedy moglibyśmy się spotkać? - wyrwał ją z rozmyślań głos Toma. - Jutro nie damy rady, następnego dnia, kiedy tylko wylądujemy już umówiłem się z rodzicami na obiad, ale na przykład we wtorek jestem wolny i możemy gdzieś pójść we trójkę.
     Wtorek, wtorek, wtorek... Szukała myślami, co zaplanowała na wtorek i musiała się naprawdę mocno skupić, żeby nie krzyknąć Tomowi do słuchawki, że jasne!, spotka się z nim choćby miała zaplanowany cały wtorek i miała wtedy swoje egzaminy, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Nie mogła rzucić wszystkiego dla brązowych oczu i brytyjskiego akcentu. Nie ma takiej opcji.
     - Bardzo bym chciała spotkać się z tobą, poznać Harrisona, ale nie mogę - powiedziała to takim tonem, że Tom byłby głupi, gdyby uznał to za wymówkę tylko po to, by się z nim nie zobaczyć. - Mam naprawdę mnóstwo materiału do nauki i chyba bym sobie nie wybaczyła, gdybym odpuściła to, na co tak ciężko pracowała. Wiem, że to tylko jeden dzień i pewnie przesadzam, ale mam nadzieję, że to zrozumiesz.
     - Jasne, nie ma sprawy. - Wiedziała, że kto jak kto, ale Tom będzie widział, jak bardzo zależy jej na tych studiach i nie będzie miał do niej żalu o to, że z wielkim bólem rezygnuje z ich spotkania, jednak wydawało jej się, że wyczuła w jego głosie jakąś nutkę smutku.
     - Gdyby to był weekend, od razu odwołałabym naukę z Erikiem, ale nie środek tygodnia - zaczęła się tłumaczyć. - Może w przyszłą niedzielę się zobaczymy? Co ty na to? - zapytała z wielką nadzieją.
     - Niedziela jest super - powiedział, a Angelina znowu usłyszała wesołość w jego głosie.
     Umówili się więc na spotkanie w najbliższą niedzielę i pożegnali, ponieważ Tom musiał jeszcze spakować swoje rzeczy, których - z tego co mówił - było naprawdę sporo.
     Całą sobotę Angelina poświęciła na nadrabianie kontaktów z najbliższymi. Stwierdziła, że może pozwolić sobie na jeden dzień wolnego od nauki, a jeśli starczy jej czasu, to może wieczorem poczyta notatki na poniedziałkowe zajęcia. Zadzwoniła do rodziców i dowiedziała się, że ojciec i wujek dostali kilka kolejnych propozycji na reżyserowanie, które przyjęli, więc będą bardzo zapracowani przez kilkanaście najbliższych miesięcy, jednak ojciec zapewnił ją, że gdyby potrzebowała jakiejkolwiek pomocy od nich, zawsze może na nich liczyć.
     W następnej kolejności zadzwoniła do Roberta, by jego również zapytać, jak żyje.
     - Na razie zrobiłem sobie wolne - odpowiedział aktor. - Potrzebuję dłuższych wakacji, bo jestem naprawdę zmęczony. No ale niedługo znowu wkraczam do akcji, bo wracam do pisania piosenek, może coś z tego wyjdzie.
     - Bardzo się cieszę! - powiedziała szczerze. Robert był naprawdę utalentowanym aktorem, komikiem, piosenkarzem... miał wiele ukrytych talentów i w każdej dziedzinie się sprawdzał, więc jeśli chciał na razie odpuścić sobie aktorstwo i poświęcić się tworzeniu muzyki, miała nadzieję, że podjął dobrą decyzję i zamierzała go w tym wspierać, o ile to było możliwe.
     - Wiesz, że Holland wraca jutro do Nowego Jorku? - zapytał Robert. Angelina nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Downey za każdym razem, gdy rozmawiają, wplata w ich rozmowę Toma Hollanda. Zastanawiała się, dlaczego tak się dzieje.
     - Wiem - odpowiedziała. - Rozmawiałam z nim dzisiaj rano.
     - To kiedy się spotykacie?
     - Skąd niby wiesz, że się spotykamy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
     - Jesteście przyjaciółmi, z tego, co mówiłaś, więc na pewno spotkacie się po tak długim czasie. To logiczne, Angie i nie ma tu żadnych podtekstów.
     - Umówiliśmy się na niedzielę - powiedziała spokojnie, ignorując jego zaczepny ton. - Wcześniej nie mogę, bo mam mnóstwo nauki. Ach, no i Tom ma mi przedstawić Harrisona.
     - To bardzo miły chłopak, ten Harrison - stwierdził Robert. - Poznałem go jakiś czas temu i jest bardziej spokojny niż Tom, ale ma na niego bardzo dobry wpływ. Tom zawsze się stresuje i czasami wygaduje głupoty, a Harrison stara się go pilnować, żeby nie robił żadnych głupstw. Są rówieśnikami, ale ma się wrażenie, że Tom jest jego młodszym bratem.
     - Nie było go na planie drugiej części Avengersów - zauważyła Angelina.
     - Jakieś problemy w rodzinie. Na jakiś czas wrócił do rodziców, ale jutro wraca do Nowego Jorku.
     - Skoro mówisz, że jest w porządku, to pozostaje mi tylko w to uwierzyć.
     Z Robertem rozmawiała jeszcze o swoich studiach, on również zapewnił ją, że gdyby potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, bardzo chętnie jej udzieli. Angelina mu za to bardzo podziękowała, po czym spróbowali umówić się na spotkanie, jednak zarówno Downey, jak i ona, nie bardzo mogli znaleźć w najbliższych dniach jakiekolwiek wolne, więc nie ustalili żadnego terminu. Postawili na spontaniczność i zapewnili się nawzajem o tym, że będą w kontakcie i zakończyli rozmowę.
     Pozostało jej tylko zadzwonić do Noah, ale w ostatniej chwili z tego zrezygnowała. Przecież nie mogła ot tak dzwonić do swojego byłego chłopaka z zapytaniem, co u niego słychać. Centineo miał swoje życie, z tego co jej mówił, miał nową dziewczynę, z którą było mu dobrze, więc nie mogła wciąż utrzymywać z nim stałego kontaktu. Co innego, gdyby napisała mu wiadomość, to już chyba by lepiej wyglądało, a nie wydzwanianie do niego w sobotę, wolny dzień, który pewnie spędzał w towarzystwie tejże dziewczyny.
    Jednak z drugiej strony Angelinę i Noah nadal coś łączyło. Mieli wspólne zwierzątko, które teraz przebywało u niego, jednak Angelina wciąż była jego współwłaścicielem. A może Noah już stwierdził, że ona nie chce się zajmować Thorem, skoro tak chętnie pozwoliła mu wziąć go do siebie? Musiała przecież jakoś się dowiedzieć, czy Noah zamierza oddać jej z powrotem rudzielca.
     Po dłuższym czasie, chyba minęło dziesięć minut, w ciągu których analizowała w myślach, jak powinna rozegrać tę sytuację, zdecydowała się napisać chłopakowi wiadomość.

Wiadomość do: NOAH CENTINEO

CZEŚĆ, NIE DZWONIĘ, BO MOŻE NIE MASZ CZASU ROZMAWIAĆ. CHCIAŁAM ZAPYTAĆ, JAK THOR? JAK SIĘ CZUJE U CIEBIE? DOBRZE SIĘ NIM ZAJMUJESZ? NO I KIEDY BĘDĘ MOGŁA ZABRAĆ GO DO SIEBIE?

    Chyba jeszcze nigdy tak się nie denerwowała przed otrzymaniem odpowiedzi na SMS jak w tej chwili. A jak Noah odpisze, że zdecydowanie nie chce oddawać jej kota, bo jej i tak wiecznie nie ma w domu i nie ma się kto nim zajmować? Nie mogła sobie tego wyobrazić. Co prawda, było w tym trochę racji, ponieważ faktycznie nie było jej w domu całymi dniami, ale obecność zwierzaka w domu zawsze podnosiła ją na duchu. Specjalnie z myślą o kocie wybrała taki domek, który miałby ogródek, gdzie kot mógłby sobie spacerować.
     Co z tego, że Noah mieszkał niedaleko i miał warunki bardzo podobne do tych, które Angelina zapewniła ich kotu. Miejsce Thora było u niej na kanapie i to się nie mogło zmienić.
     Z taką myślą chwyciła za komórkę w chwili, kiedy rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości.

Wiadomość od: NOAH CENTINEO

THOR BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNI. WIDAĆ, ŻE MU CIEBIE BRAKUJE. MOŻE WPADNIESZ DO MNIE DZISIAJ LUB JUTRO, BY SIĘ Z NIM ZOBACZYĆ? MAM PEWIEN POMYSŁ, KTÓRY CHCIAŁBYM Z TOBĄ OMÓWIĆ. DAJ ZNAĆ, KIEDY MOŻESZ WPAŚĆ.

     Zdecydowanie nie takiej odpowiedzi się spodziewała i aż uśmiechnęła się na samą myśl, że w jej głowie pojawiły się takie głupie pomysły. Noah nigdy by nie zabrał jej kota, bo wiedział, ile on dla niej znaczy.
     Wciąż w dobrym nastroju odpisała Noah, że może pojawić się u niego już za godzinę. Chłopak przystał na jej propozycję, więc Angelina przegryzła na szybko zrobioną kanapkę, spakowała torebkę i wyszła z domu.

*

     - Jak ja cię dawno nie widziałam, przystojniaku! - Thor wdzięczył się do Angeliny i mruczał wesoło, kiedy drapała go za uchem.
     Noah zaprosił ją do środka, gdzie rudy kocur akurat ostrzył pazury na dużym drapaku ustawionym w dużym salonie. Chyba wyczuł, kto ich odwiedził, ponieważ od razu przybiegł z pełnym zawodu miauknięciem i zaczął ocierać się o jej kostki. Angelina pochwyciła go na ręce i od razu obdarzyła go pieszczotami, co spotkało się z jego zadowoleniem.
     - U mnie też wszystko w porządku - mruknął z uśmiechem Noah, zamykając drzwi wejściowe. - Chodźmy do salonu.
     - Nie dąsaj się, Noah. Przecież wiesz, że za tobą też tęskniłam - odpowiedziała, wciąż tarmosząc kota za uszy. Było to zgodne z prawdą, bo nie widzieli się już kilka tygodni. - Już nie pamiętam, kiedy wychodziłam z domu w celach towarzyskich, bo ciągle chodzę na uczelnię, zajęcia dodatkowe albo spotykam się z ludźmi z uczelni, żeby zrobić projekty na zaliczenie. - Thor już się znudził siedzeniem na rękach u swojej właścicielki, więc Angelina puściła go na podłogę, a on wrócił do ostrzenia pazurów.
      - I jak ci idzie na studiach? - zapytał. Przeszedł na chwilę do kuchni, by wrócić z dzbankiem soku pomarańczowego oraz dwiema szklankami. - Może chcesz kawy albo herbaty zamiast soku?
     - Piłam już kawę, sok jest w porządku - odrzekła, siadając na kanapie. Noah zajął miejsce naprzeciw niej. - Studia są super, ale nadrabianie materiału... nigdy więcej. Kilka tygodni musiałam harować przez siedem dni w tygodniu, żeby rozumieć wszystko, o czym wykładowcy mówią na zajęciach. Ale myślę, że było warto. Już niedługo będę miała egzaminy i trochę przerwy. A jak u ciebie? - spojrzała na niego pytająco.
     Na pierwszy rzut oka było już widać, że jest szczęśliwy. Na jego twarzy non stop błąkał się uśmiech, w oczach również czaił się ten błysk, który już kiedyś widziała. Noah był zakochany i szczęśliwy. Ją samą to cieszyło, chociaż gdzieś w głębi serca poczuła to znajome ukłucie zazdrości, że to nie z nią dzieli to szczęście.
     - U mnie super - odpowiedział tylko. Wyczuła, że chyba bał się powiedzieć coś więcej, by nie sprawić jej przykrości. Znał ją na tyle dobrze, że wiedział, iż coś jeszcze może do niego czuć. Jednak ona była pewna w stu procentach, że nie czuje do Noah nic więcej prócz sympatii. Był jej przyjacielem. Nikim więcej. Już nie.
     - Śmiało, mów - zachęciła go. - Naprawdę, wszystko jest w porządku - dodała, wiedząc, że chłopak zrozumie, co ma na myśli.
     - Ruszyły zdjęcia do drugiej części filmu "Do wszystkich chłopców, których kochałam" i podpisałem kontrakt na trzecią część. Wszyscy, którzy grali w pierwszej części wcielą się w te same postaci w dwóch kolejnych. Bardzo jestem z tego powodu szczęśliwy, ale chciałbym też zagrać w czymś innym niż romansidło dla nastolatek. Chyba wiesz, o co mi chodzi? - Skinęła głową na znak, że rozumie. - Dostaję mnóstwo propozycji, by wciąż wcielać się w role nastolatka w tych komediach romantycznych i przyjmuję niektóre z nich, ale  czekam na coś większego.
     - Oczywiście,  przecież nie możesz być przez całe życie kojarzony z roli Petera Kavinsky'ego - mruknęła. - A inne oferty? Może jakieś seriale?
     - Jedyna większa produkcja to "Aniołki Charliego" z Kristen Stewart. Z tym że to wciąż jest komedia. Ale nie załamuję się, bo jeszcze może coś mi się trafi.
     - Na pewno!
     - Dzięki, że we mnie wierzysz - uśmiechnął się. - To bardzo dużo dla mnie znaczy.
     Angelina odwzajemniła uśmiech. Jeśli Noah mówił, że jej słowa wiele dla niego znaczą to była to najprawdziwsza prawda. Zawsze był wobec niej szczery, gdy jeszcze byli parą, więc nie sądziła, by w tej kwestii coś się zmieniło.
     - A jeśli chodzi o tę tajemniczą dziewczynę, która uwielbia koty? - Gdy zadała to pytanie, Centineo uśmiechnął się jeszcze szerzej, a policzki mu poróżowiały. Nie wierzyła własnym oczom! Noah się zawstydził! - Czy ty się czerwienisz?
     - Och, przestań! - machnął ręką, ale widziała, że chce powiedzieć jej coś więcej. - Spotykam się z Alexis Ren, z tą modelką.
     Angelina znała to nazwisko. Wiedziała, że Alexis to modelka i influencerka, bardziej kojarzona z mediów społecznościowych niż z wybiegów, ale tylko tyle. Nigdy jej nie spotkała, wiedziała tylko, że jest wysoką szczupłą blondynką.
     - Widzę, że jesteś szczęśliwy, więc mam nadzieję, że dobrze wam ze sobą - powiedziała szczerze.
     Nie wyczuła w głowie żadnej negatywnej myśli, ani poczucia zazdrości. Przyjęła tę wiadomość jako coś zwyczajnego. Przez jakiś czas po rozstaniu z Noah, Angelina obawiała się, że długo nie będzie mogła wyrzucić go z serca, że za każdym razem, gdy go spotka będzie czuła ból po utracie tak wielkiej miłości. Ale mimo tego, że naprawdę go kochała, ten ból nie towarzyszył jej zbyt długo. I wcale nie znaczyło to, iż nie była w nim zakochana do tego stopnia, że chciałaby spędzić z nim resztę życia, bo chciała. Często wyobrażała sobie ich jako stare dobre małżeństwo, które spaceruje po parku, a wokół nich biegają roześmiane dzieci mówiące do nich "mamo" i "tato". Rozpaczała po rozstaniu z tym mężczyzną, ale wiedziała, że jeśli raz go zawiodła, może zrobić to po raz kolejny, a bardzo tego nie chciała. Noah zbyt wiele dla niej znaczył. Dlatego jednocześnie z bólem i ulgą przyjęła ich wspólną decyzję o rozstaniu.
     Teraz widziała, że jej były chłopak jest szczęśliwy. Z wypiekami na twarzy opowiadał o Alexis i o tym, że chcą razem zamieszkać, chcą spróbować stworzyć związek i miała nadzieję, że im się uda.
     - Czyli Alexis się do ciebie wprowadzi? - zapytała Angelina.
     - Tak ustaliliśmy. Jeszcze nie padła ostateczna decyzja, ale myślę, że w ciągu najbliższych tygodni przeniesie resztę swoich rzeczy. Na razie czasami zostaje u mnie na noc.
     - A o jakim pomyśle chciałeś ze mną porozmawiać? - spytała, przypomniawszy sobie o treści wiadomości, jaką jej wysłał.
     - Ach, tak - przypomniało mu się. Podrapał się po głowie, co Angelina odczytała jako zdenerwowanie. Zawsze tak robił, kiedy nie był pewien, jak zareaguje na jego słowa. - Chodzi o Thora - powiedział, a ona poczuła, że coś przewraca jej się w żołądku. A jednak spełniły się jej najgorsze obawy.
     - Co z nim?
     - Chciałem ci zaproponować, żeby Thor został ze mną.
     Zamarła, a ręka, w której trzymała szklankę z sokiem zawisła w powietrzu tuż przy jej twarzy. Nie za bardzo wiedziała, co powiedzieć, więc zdecydowała, że najpierw go wysłucha. Wysłucha, a potem nawrzeszczy na niego, że jak w ogóle mógł pomyśleć o tym, by odebrać jej kota. Jedyną istotę, która była dla niej wszystkim. Całym sensem jej istnienia.
     - Jesteś ciągle poza domem - podjął dalej temat Noah. - Kot nie jest psem, więc nie wymaga tak wiele uwagi, wyprowadzania na spacer, jednak to jest żywe stworzenie, więc tak jak wszystkie inne stworzenia potrzebuje towarzystwa. Uznałem więc, że skoro ciebie nie ma w domu, lepiej by było, gdyby kot przeprowadził się do mnie. Ja co prawda też pracuję, jednak kiedy Alexis się wprowadzi, ona też będzie często w domu. Na pewno będzie mu tutaj dobrze.
     Noah zamilkł widząc łzy wzbierające w kącikach jej oczu.
     Najpierw bardzo chciała na niego nawrzeszczeć, zwyzywać jego i jego nową dziewczynę, która wydawała się idealna. Chciała rzucić w niego szklanką z sokiem, porwać Thora, który ułożył się na kanapie tuż obok niej i zatrzasnąć za sobą drzwi jego idealnego domu.
     Ale potem zrozumiała, że Noah Centineo ma rację. Thor czułby się naprawdę samotny, gdyby z nią został, bo rzeczywiście ostatnie tygodnie wyglądały tak, że nie było jej w domu od rana, wracała wieczorem i szła spać lub czytała notatki do późna. Nawet nie zauważyła, że kota nie ma w jej domu, bo przecież przez ten czas był u Noah. Poczuła się naprawdę źle, kiedy to wszystko do niej dotarło. Była na siebie wściekła i była wściekła na tego przystojnego brązowookiego mężczyznę, który siedział naprzeciw niej i miał rację.
     - Dobrze - powiedziała łamiącym się głosem i odstawiła szklankę z sokiem na stolik, by móc otrzeć łzy. - Mam jeszcze mnóstwo jego jedzenia w domu, możesz wpaść po nie dzisiaj albo jutro wieczorem. Muszę już iść.
     Pogłaskała śpiącego rudzielca po łebku, na co on głośno zamruczał i pospiesznie opuściła dom Noah. Kiedy tylko drzwi się za nią zamknęły ruszyła biegiem do swojego domu. Już nie ocierała łez. A kiedy po kilkunastu minutach zatrzasnęła drzwi do swojego domu, płakała tak głośno i tak długo, aż rozbolało ją gardło. Ostatni raz wpadła w taki stan, kiedy Noah ją zostawił. Teraz nie miała już nikogo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz